Rachunek.



Swieta, swieta i po swietach. Jak zwykle "mila, rodzinna" atmosfera, usmiechy i rozmowy o niczym. Potem zjechali sie goscie i jak zwykle zaczal sie stos bezsensownych, powtarzajacych sie pytan, dlatego jak najszybciej staralam sie ulotnic. I sie ulotnilam. I nawet wesoło było. Nawet bardzo wesoło i miło. Nie mam czasu na wspominanie. Zrobilam małe ognisko z niepotrzebnych rzeczy, wyrzucilam wszystko co mi przypominalo o Tobie. Nie warto przeciez rozpamietywac czegos co bylo odrazu skazane na niepowodzenie. Tylko niepotrzebnie oszukiwalismy sobie nawzajem. I to tak dlugo... Zazdroszcze Ci tego, ze nie zaliczyles tylu upadkow i zawsze miales wiecej sily i optymizmu. Jezeli jest ten ktos, ktos kogo sie zawsze najbardziej balam, badz szczesliwy. A ja? Podnioslam sie i ide dalej, oporniej, bo juz bez Ciebie, ale dam rade - musze. Twarz zimnej suki to tylko przykrywka dla prawdziwych uczuc...
Nie bede za nic dziekowac, Ty sam wiesz za co jestem Ci wdzieczna. To juz ostatni raz:
Kocham Cie, nie zapominaj o tym i nie kaz mi upadac juz wiecej.
Tylko Tyle...
onusia 2005-03-28 16:59:25
skomentuj (10)